Co wolno zrobić za pomocą broni myśliwskiej?

W Polsce prawo przewiduje wydawanie pozwolenia na posiadanie broni ze względu na cel jej użycia. Z tego tytułu dzielimy pozwolenia na wydane :
  • do ochrony osobistej (trzeba przy tym wykazać, że wnioskodawca podlega zagrożeniu „realnemu, trwałemu i ponadprzeciętnemu”)
  • do ochrony osób i mienia
  • do celów łowieckich
  • do uprawiania sportów strzeleckich
  • do rekonstrukcji historycznej (broń przystosowana tylko do strzelania amunicją ślepą)
  • do celów kolekcjonerskich
  • do celów pamiątkowych
  • do celów szkoleniowych
Co to oznacza w praktyce? Z broni sportowej nie wolno strzelać do zwierząt, nawet posiadając aktualną licencję, a ze sztucerem zarejestrowanym do celów łowieckich nie można ochraniać VIP-ów. Użycie broni niezgodnie z celem, do jakiego została nam przyznana, skutkuje utratą pozwolenia na jej posiadanie.
Teoretycznie każdej broni można użyć w tzw. stanie wyższej konieczności lub w obronie koniecznej. Czym są te dwa tajemnicze rodzaje sytuacji? Tego dowiecie się zapewne dopiero na rozprawie, jeżeli zdarzy Wam się użyć broni do odparcia ataku. I ile by rozpraw nie było, ilu prokuratorów by się nie przewinęło przez postępowania, tyle będzie interpretacji, cóż to takiego „wyższa konieczność” i „obrona konieczna”. A policja i tak zawnioskuje o odebranie pozwolenia na broń sportową/myśliwską/kolekcjonerską, bo skoro ktoś jej użył do obrony, to nie użył jej zgodnie z przeznaczeniem i pozwoleniem, jakie posiada. Bo do ochrony osobistej jest odrębna kategoria!
W związku z tym jakiś (wiem, skandalicznie długi) czas temu pisałam, iż z racji gróźb ataków na myśliwych ze strony nieprzyjaznych środowisk, oraz faktycznego ataku, jaki miał miejsce na Śląsku, zastanawiam się nad złożeniem wniosku o wydanie pozwolenia na broń do obrony osobistej. Wielu z Was sugerowało mi, iż z broni sportowej i myśliwskiej jestem w stanie równie skutecznie odeprzeć atak, a jedno pozwolenie już mam, zaś drugie (na sportową) znacznie łatwiej zdobyć, niż to do celów obrony. Owszem, wszystko fajnie… Rozumiem też, że lepiej być sądzoną przez dwunastu, niż niesioną przez czterech, ale! Ale prawo do obrony jest prawem przyrodzonym każdego człowieka, umocowanym ponadto w polskim prawodawstwie bardzo silnie i wyraźnie. Dlaczego zatem mam z niego nie korzystać? Bo policji się to nie podoba? Bo komendant wojewódzki będzie robił mi problemy? Bo będą w WPA na mnie kręcić nosem? A czy powinno mnie to obchodzić? Jeżeli nie wydadzą mi pozwolenia, to odwołam się do Sądu, Episkopatu, Rady ONZ i Samorządowego Kolegium Odwoławczego, przy okazji robiąc raban na pół Polski. Ale ponieważ większość ludzi tego nie robi, to władzuni wydaje się, że aż tak im ta broń nie była wcale potrzebna, zatem mądrze postąpili nie wydając pozwolenia na kaprys niezdecydowanego obywatela.
Moje złożenie wniosku to pieśń przyszłości, z rozmaitych względów. Zdaję sobie sprawę, że potrzeba będzie sporo zachodu z mocnym udokumentowaniem realnego zagrożenia życia i zdrowia, oraz mnóstwo cierpliwości przy całej procedurze. Jednak chcę Wam wszystkim – którzy nie składacie wniosku, bo szkoda Wam czasu – powiedzieć, że na własne życzenie pozbawiacie się prawa do broni. Co chwilę słyszę bowiem z ust przeróżnych rzeczników policji, że broń do ochrony osobistej nie jest potrzebna, bo rokrocznie niewielu obywateli się o nią ubiega, jest to wręcz margines. Sami dajecie im ten argument! Ponadto przypominam wszystkim, że jeżeli użyjecie broni myśliwskiej do odparcia ataku, to owszem, może i wybronicie się przed nadużyciem obrony koniecznej (o ile przeciwnik też będzie miał broń palną), ale ten rodzaj pozwolenia utracicie, ponieważ wykorzystaliście broń niezgodnie z jej przeznaczeniem. Stan wyższej konieczności obejmuje ratowanie życia i zdrowia, ale WPA nie interesuje Wasz późniejszy status  – karany/niekarany, a właśnie incydent, w którym użyliście broni wydanej do innego celu. Ot, polska rzeczywistość…
Czy takie kategoryzowanie broni jest rozsądne? Moim zdaniem, absolutnie nie. Prawo do posiadania broni powinno być powszechne, co oznacza, iż niezależnie od tego, czy jestem myśliwym, członkiem klubu strzeleckiego, czy ochroniarzem, powinnam mieć możliwość poddania się wymaganym badaniom, przystąpienia do kursu oraz złożenia egzaminu państwowego i zakupu takiej broni, jaka mi się marzy, oraz na jaką mnie stać, w takiej ilości, na jaką pojemność szafy i zasobność portfela mi pozwalają. I oczywiście, o ile logiczne jest doprecyzowanie rodzaju broni w ustawie Prawo łowieckie, o tyle jeśli życzę sobie sportowo strzelać z rozlatującej się dubeltówki, powinnam mieć taką możliwość. Nawet, jeśli skompromituję się przeokrutnie! Jeżeli bowiem spełniam wymagania psychiczne i fizyczne do obsługi broni myśliwskiej, a także jestem osobą niekaraną, co takiego sprawia, że do obsługi broni sportowej już się całkowicie nie nadaję? Widzimisię ustawodawcy, które może w PRL dało się uzasadnić twardym argumentem: BO TAK. Dziś to już irytujący relikt przeszłości, nadal utrudniający życie wszystkim miłośnikom broni palnej.
Jakie jest Wasze zdanie w kwestii dostępu do broni? Co my, zwykli szarzy obywatele, możemy zrobić, aby zmieniło się nasze prawodawstwo w tym zakresie?

Komentarze